Zazwyczaj to miejsce, w którym jest komputer dostępny dla uczniów /można pograć/ czy miejsce plotek i pogaduszek dla nauczycieli. Czasem wypożyczanie jest skomputeryzowane przez firmę Vulcan w systemie MOL. W szkole społecznej pozostaje stara metoda karteczkowa, bo nie ma pieniędzy na takie dziwactwo jak zakup programu. Pieniądze są na zakupy pani dyrektor i trzeba się postarać, by w ogóle dostać te dzieła do ręki i je skatalogować, bo dyrekcja w tej właśnie chwili musi je czytać.
Co roku zamieszanie czy biblioteka nadal ma być w tym miejscu czy zamienić się ze świetlicą. Co roku te same argumenty wałkowane, że tamto pomieszczenie za małe i nie będzie czytelni, że tam są schodki, na których uczeń lub nauczyciel raz dwa połamie nogi, nic - co roku temat wraca.
Użerać się trzeba o fundusze na zakup nowych książek, tylko pula dyrektorska rośnie, pozostałe najchętniej za symboliczną złotówkę.
Co może dyrektor pokazuje najlepiej przykład innej szkoły, w której bibliotekarka zachorowała, czyli krótko mówiąc zwariowała. Siedziała zamknięta na głucho, kiedy słyszała, że powinna pójść się leczyć, brała sznur i widowiskowo próbowała się wieszać, po czym dyrekcja znów umywała ręce. Wśród uczniów młodszych zapanował strach przed dziwnym pomieszczeniem i nie mieli pojęcia, na czym polega wypożyczanie książek. Starsi mieli ubaw waląc w drzwi, by usłyszeć wrzaski. Czasem nawet uchylały się drzwi i można było ujrzeć zalegające stosy śmieci, góry piachu /jakim cudem kobieta to wnosiła?/ i czuć wszechogarniający smrodek. Nikt oczywiście niczego nie kupował, księgozbiór zatrzymał się na latach 80. I tak to trwało latami, aż dyrekcja poszła na emeryturę, a nowa załatwił rentę chorej kobiecie i zatrudniła nową bibliotekarkę, która zaczęła od ciężkiej pracy fizycznej, czyli posprzątania ton śmieci i nauczenia najmłodszych, że można z tego miejsca korzystać.
Najlepsze są wymogi, żeby zostać bibliotekarzem szkolnym - arcydzieło reformy. Wcześniej wystarczyło, że nauczyciel zrobił kurs kwalifikacyjny, teraz trzeba podyplomówkę. UAM skorzystał z okazji, by zarobić pieniążki i wymyślił studia podyplomowe półtoraroczne i to z podziałem na podstawówkę i gimnazjum z liceum, czyli żeby dostać uprawnienia na wszystko wystarczą 3 lata. Znam kogoś, kto dojeżdżał rok do Szczecina, by mieć wszystkie uprawnienia w 2 semestry. Money makes the world go round
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz